W każdym pozyskiwanym aparacie, także i w tej Mirandzie dokonuję standardowych czynności serwisowych, m.in. wymiany uszczelnień i amortyzatora lustra, kontroli i ew. regulacji migawki i światłomierza (jeśli jest wbudowany), czyszczenia układu celowniczego, etc.
Mirandę dręczył natomiast problem - przy czasach ekspozycji dłuższych niż 1/30 s lustro często blokowało się w górnej pozycji, choć migawka pracowała poprawnie. Żeby przywrócić lustro do pozycji wyjściowej należało naciągnąć migawkę, docisnąć lustro do ramki matówki i wyzwolić migawkę - co wiąże się ze stratą jednej klatki filmu. Przy czasach krótkich zawieszanie się lustra nie występowało.
Początkowo myślałem, że problem może być wywołany zbyt grubym amortyzatorem lustra, ale po jego wymianie na cieńszy problem nie ustąpił. Następnie zacząłem poszukiwać źródła problemu w mechanizmie lustra (po zdjęciu fragmentu górnej pokrywy i panelu frontowego ten mechanizm jest łatwo dostępny) - ale nie znalazłem tu niczego niepokojącego.
Zacząłem się zastanawiać czy aby mechanizm sterujący długimi czasami ekspozycji, a widoczny po zdjęciu dolnej pokrywy nie jest odpowiedzialny za wadliwą pracę aparatu. Nie mając nic do stracenia przemyłem bez demontażu ten mechanizm izopropanolem, wykorzystując do tego miękki pędzelek. Problem nie tylko nie ustąpił lecz jeszcze się nasilił - blokowanie lustra występowało przy każdym wyzwoleniu.
Nie było wyboru - trzeba było zdemontować cały mechanizm i poddać go gruntownemu czyszczeniu. I tu pierwsza niespodzianka: spodziewałem się, że po wykręceniu dwóch wkrętów wyjmę cały moduł, a ku mojemu zaskoczeniu wypadła płytka wieńcząca ten mechanizm od góry, a za nią pozostałe elementy. Trochę się wystraszyłem, bo brałem w tym momencie pod uwagę, że niekoniecznie łatwo będzie ten mechanizm zmontować.
Zdemontowane elementy zebrałem do małego pojemnika, zalałem izopropanolem, wymyłem i wyjąłem na suchą ściereczkę, żeby alkohol odparował. I tu druga niespodzianka: na dnie pojemnika iskrzyły się trzy jasne punkciki. Okazało się, że to mosiężne i bardzo drobne elementy mechanizmu, które przywarły do którejś z większych jego części, a uwolniły się w trakcie kąpieli w alkoholu. Aż cud, że one nie wypadły w trakcie demontażu i nie spadły na podłogę, gdzie tego kalibru detale znikają bezpowrotnie "jak lapis w kobylej dupie"
Na szczęście ponowny montaż nie okazał się jakoś bardzo skomplikowany - warunkiem jest spokój, cierpliwość, dobre oświetlenie i w miarę niedrżące dłonie.
Pierwszy problem z tym mechanizmem (po jego rozebraniu i kąpieli w izopropanolu) to ulokowanie trzech mosiężnych "kamyczków" o średnicy ok. 1mm pomiędzy dwoma kółeczkami (zębatym i tym z widocznymi trzema nacięciami), które montuje się na wspólnej osi (to te dwa elementy na samym dole zdjęcia).
Te dwa kółeczka tworzą jednokierunkowe sprzęgło, a kamyczki sczepiają tarczki przesuwając się pod wpływem siły odśrodkowej - kiedy kółeczka zaczynają wirować.
Problem drugi to osadzenie osi tych elementów w otworach w korpusie, z jednoczesnym napięciem sprężynki napędzającej uzębioną krzywkę. Te detale są naprawdę małe i mimowolne drżenie dłoni bardzo utrudnia montaż.
No ale jakoś się udało, przy czym najpierw montuje się elementy skrajne, a na końcu zespół dwóch kółeczek z kamyczkami pomiędzy nimi. Kółeczko o większej średnicy ma znaleźć się na wierzchu, więc żeby dolne nie zsunęło się z jego osi użyłem do ich podparcia łopatki zrobionej za paska tworzywa ze starej karty kredytowej, z wycięciem w którym mieści się oś.
Problem trzeci to nakrycie osadzonych elementów blaszką, tak żeby trafić końcówkami czterech osi w otwory w tej blaszce. Tu przydałaby się trzecia ręka, ale musiałem się bez niej obyć.
Po zmontowaniu nałożyłem tylko na osadzone w gniazdach osie po ułamku kropli oleju zegarmistrzowskiego. I problem z lustrem znikł - wszystko zaczęło idealnie pracować, wydając przy tym miły dla ucha dźwięk.
Po zakończeniu prac naszła mnie refleksja, że decyzja o demontażu być może była zbyt pochopna. Może gdybym poczekał jakiś czas, w trakcie którego izopropanol odparowałby z przestrzeni pomiędzy dwoma kółeczkami mieszczącymi trzy kamyczki, to mechanizm mógłby zacząć działać normalnie. Tego jednak nie mogłem przewidzieć, bo nie miałem świadomości jak ten mechanizm jest zbudowany - dopiero po demontażu zrozumiałem jak on działa.
PS. Nie zamierzałem publikować tu tej relacji, ale forumowy kolega mnie do tego nakłonił - argumentując, że a nuż może się to komuś przydać.


