Bardzo ciemny negatyw po wywołaniu

Ciemnia fotograficzna - Wszystko o procesie wywoływania negatywów czarno-białych

Moderatorzy: rbit9n, Jerzy, zladygin, Michał Kowalski

kijek
-#
Posty: 6
Rejestracja: 09 lis 2021, 09:24
Płeć:

Bardzo ciemny negatyw po wywołaniu

Post autor: kijek »

PPaweł pisze: 09 lis 2021, 19:09
kijek pisze: 09 lis 2021, 17:57 a następnie porównaniu skanów do zdjęć zrobionych cyfrą z tą samą przysłoną i czasem na różnych czułościach.
Ale jaki jest właściwie cel tego ćwiczenia? Wątpię, żeby z tego dało się uzyskać jakieś sensowne wnioski. W zdjęciu cyfrowym będziesz miał tyle automatycznie naprzetwarzane, że raczej żadnej odpowiedniości w ten sposób nie zrobisz. Chyba, żebyś wszystkie cyfrowe wywołał sam, w jednej paczce.
Głównie chodzi mi o możliwość odniesienia czułości uzyskanych negatywów do czułości zdjęć cyfrowych. Oczywiście nie może tu być mowy o wykorzystaniu przetworzonych już przez aparat JPEGów. Ale faktycznie rezultaty takiego ćwiczenia będą bardzo mało precyzyjne choćby z uwagi na istnienie przynajmniej kilku algorytmów desaturacji.
PPaweł
-#
Posty: 700
Rejestracja: 16 sty 2021, 19:53
Lokalizacja: Stolica Śląska

Bardzo ciemny negatyw po wywołaniu

Post autor: PPaweł »

No to czułość będziesz miał taką samą, w końcu po to podają tę wartość. W rozpiętości tonalnej pewnie będzie różnica.
Awatar użytkownika
technik219
-#
Posty: 3099
Rejestracja: 13 lut 2011, 20:15
Lokalizacja: ze wsi
Płeć:

Bardzo ciemny negatyw po wywołaniu

Post autor: technik219 »

kijek pisze: 09 lis 2021, 17:57 Myślałem o zrobieniu rolki filmu testowych zdjęć, pocięciu na 4-6 kawałków i wywoływaniu każdego z nich w różnych warunkach, a następnie porównaniu skanów do zdjęć zrobionych cyfrą z tą samą przysłoną i czasem na różnych czułościach. Pytanie tylko jak skany mają się do zdjęć z powiększalnika, którego jeszcze się nie dorobiłem.
Nie bardzo ma sens porównywanie zdjęć wykonanych cyfrówką do tych na negatywie, bo:
- Zdjęcie cyfrowe przed zapisem poddawane jest obróbce przez soft aparatu. Obejmuje to korektę szumów, nasycenia, kontrastu i ekspozycji. Można by porównać RAW-y, ale to też bez sensu, bo RAW-y trzeba wywołać, czyli poddać obróbce już nie przez oprogramowanie aparatu, ale samodzielnie w wybranej przez nas aplikacji. To co widać na podglądzie RAW-a (na ekraniku aparatu lub komputera) to podgląd jpg. "zaszyty" w plik RAW. Zresztą RAW-y tylko z nazwy są "surowymi" danymi sczytanymi z matrycy - jak dowodzą testy, niektóre firmy podrasowują RAW-y w swoich aparatach.
- czułości "cyfrowe" i "analogowe" nie bardzo do siebie przystają. Matryca aparatu posiada zasadniczo jedną czułość (jeśli można to tak określić), zazwyczaj najniższą oferowaną przez menu, a pozostałe są wynikiem elektronicznego wzmacniania sygnału. Dlatego wraz z "podnoszeniem" czułości ISO matrycy wzrasta poziom szumów i maleje dynamika obrazu. Poza tym określona na pudełku czułość filmu nie jest wartością bezwzględną a właściwa jest dla konkretnych warunków jego obróbki: wywoływacza, parametrów wywoływania pojmowanych w bardzo szerokim zakresie i wynika z określonych kryteriów jej wyznaczania przyjmowanych przez producenta filmu. Często jest "dociągana"do najbliższej standardowej wielkości (np. z badań sensytometrycznych wynika, że w określonych warunkach obróbki materiał osiąga 320 ASA/ISO a najbliższą wartością standardową czułości jest 400 SAS/ISO, więc produceent uznaje, że najlepiej na pudełku określić czułość jako 400 ASA/ISO bo to ładna liczba a 1/3 niedoświetlenia użytkownik i tak nie zauważy. Taka jest właśnie FOMA 400). Wreszcie całkowicie inaczej przebiega proces "forsowania" materiały tradycyjnego niż prosta zmiana czułości pokrętłem aparatu cyfrowego. O ile w aparacie cyfrowym można sygnał wzmocnić dwukrotnie i to w sposób dosyć precyzyjny, to w procesie "forsowania" materiału tradycyjnego wymaga to bardzo precyzyjnego spełnienia szeregu dodatkowych warunków. Określenie współczynnika przedłużenia czasu wywoływania dla dwukrotnego "podniesienia czułości" nie zawsze oznacza, że ten sam współczynnik wystarczy dla "zwiększenia czułości" o kolejną liczbę przysłonową. Tu zależności nie są liniowe. Druga rzecz to taka, że "forsowanie" materiału tradycyjnego nie oznacza "zwiększania" jego czułości - to by było zbyt piękne by mogło być prawdziwe - a tylko zwiększenie kontrastu obrazu w takim stopniu by sprawiał wrażenie naświetlenia na materiale o odpowiednio wyższej czułości. Niby tak samo jak w aparacie cyfrowym, jednak w odróżnieniu od cyfrówki utrata pozostałych parametrów obrazowych negatywu następuje znacznie wcześniej i nie przebiega w sposób liniowy. Dlatego słowo "forsowanie" piszę w cudzysłowie, bo to tylko podnoszenie kontrastu w drodze przewołania. Nie da się tego robić w nieskończoność, każdy materiał powie kiedyś "dosyć". Powie tym wcześniej im mniejszą ma tolerancję na błędy naświetlenia, czyli im krótszy jest jego prostoliniowy odcinek krzywej charakterystycznej. Mówi się wtedy, że "ten materiał nie daje się forsować".
Lux mea lex
ODPOWIEDZ