Fotografia tradycyjna a możliwości technologii cyfrowej

Czyli Korex po godzinach w ciemni ;)

Moderatorzy: rbit9n, Jerzy, Michał Kowalski, slawoj, zladygin

Awatar użytkownika
logarytm
-#
Posty: 3
Rejestracja: 21 sie 2009, 11:39
Lokalizacja: Warszawa
Płeć:

Fotografia tradycyjna a możliwości technologii cyfrowej

Post autor: logarytm » 24 sie 2009, 16:05

Dzień dobry. Temat, który poruszam częściowo był podejmowany na forum. Wiąże się on pewnie z jakąś teorią fotografii, czy filozofią fotografowania.
Ostatnio zacząłem zaprzątać sobie głowę pytaniem, po co robić zdjęcia 35mm aparatami analogowymi, skoro sprzęt cyfrowy daje lepsze możliwości (podobno – tak czytałem). Do fotografii wróciłem rok temu po 8. latach. Od razu zacząłem poszukiwania sprzętu i jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że na rynku nie ma nowych analogowych lustrzanek małoobrazkowych!!! Okazało się, że w czasie, kiedy byłem pochłonięty prozaicznymi sprawami dnia codziennego, doszło do rewolucji w technologii fotograficznej i w samej fotografii również. (Na szczęście horror photographicus mija powoli, bo ostatnio Nikon wypuścił na rynek lustrzankę analogową, a Canon wciąż sprzedaje EOS-a 1, choć chyba zapasy się kurczą. To jednak jaskółka (albo jaskółki) zwiastująca/e, że wielcy wycofują się z wycofania się z produkcji analogów). Wygrzebałem swojego EOS-a 50e. Dokupiłem też używanego AE1 P z trzema stałkami (jakoś zawsze preferowałem obiektywy stałoogniskowe) oraz Yashikę A do średniego formatu (genialny aparat do nauki fotografowania, bo w pełni mechaniczny). Oprócz tego skompletowałem ciemnię. Teraz zastanawiam się, na ile moje podejście do robienia zdjęć jest racjonalne, skoro jakość obrazu cyfrowego wydaje się być często lepsza (przynajmniej w formacie małego obrazka), niż jakość obrazu analogowego. Oczywiście można się tu spierać, ale różnice nie są aż tak zauważalne, żeby jednoznacznie opowiedzieć się przeciw cyfrze. Najważniejszym pytaniem, jest pytanie o to, jaki cel przyświeca fotografującemu. Dla mnie jest to uzyskanie jak najlepszego zdjęcia (zarówno od strony technicznej, jak i kompozycyjnej). Realizacja takiego celu możliwa jest wówczas, kiedy fotografujący świadom jest tego, co chce pokazać (wyrazić?) za pomocą wykonanego zdjęcia. To sprawia, że w fotografii, po stronie fotografującego, powinno być jak najmniej przypadkowości. Inaczej mówiąc: trza myśleć, co i jak się chce przedstawić. I tu pewna historia. Ostatnio jechałem metrem. Do pociągu wsiadł gość z cyfrowym EOS-em 5D (wypasiony sprzęt). Ustawił się koło mnie na końcu wagonu i strzelił ludziom w tymże wagonie około 60. zdjęć, zmieniając zapewne za każdym razem nieco ekspozycję. To przykład pstrykactwa. Myślę, że jego istotą jest naciskanie spustu migawki, a potem wybieranie tego, co wyszło (samo!!!) najlepiej. Nie ma w tym żadnego zamysłu, a jedynie przypadkowość. Rzecz ma się zatem zupełnie inaczej niż u fotografującego analogowo. Uświadomiłem sobie przy tej okazji, że nie liczy się dla mnie tylko efekt końcowy, jakim jest zdjęcie, ale również umiejętność zrobienia tego zdjęcia. Stąd prawdopodobnie moje „obrzydzenie” do klanu syfromaniaków. No, ale to kryterium podmiotowe, subiektywne. Dla odbiorcy nie ma znaczenia, jaka była droga od wzięcia do ręki aparatu do wykonania ostatecznej odbitki. Przypadkowe zdjęcie i jego obróbka w Photoshopie może mieć dla niego dużo lepszy efekt końcowy, niż niejedno przemyślane zdjęcie analogowe. Wszystko to nie jest jednak argumentem przeciwko cyfrze, ale przeciwko pewnemu podejściu do fotografii, który jest generowany przez możliwości aparatów cyfrowych.
Oprócz tego istnieje możliwość cyfrowej obróbki obrazu uzyskanego z negatywu (skanowanie+wydruk). To alternatywa dla tradycyjnej ciemni. Dlaczego moczyć się w chemii, w ciemnościach męczyć wzrok, skoro można do podobnych rezultatów dojść na drodze obróbki cyfrowej (oczywiście tradycyjna ciemnia posiada swoją magię, ale ta magia nie jest celem fotorafii). Czy wiecie może jakie są różnice w jakości odbitek przy zastosowaniu obydwu technik: tradycyjnej i cyfrowej (operując na skanach negatywów). Poza tym przeczytałem w jednej z książek z serii „Szkoła fotografowania National Geographic” tej, która poświęcona jest fotografii czarno-białej, że konwertuje się wykonane na kliszach zdjęcia barwne do czerni i bieli. Podobno daje to bardzo dobre rezultaty, a nie trzeba rezygnować z koloru. Wszystko to w zasadzie nie daje mi spokoju, bo racjonalne postępowanie, to takie, które pozwala na jak najlepszą realizację stawianych sobie celów. A technologia cyfrowa daje jednak spore możliwości. Głównie interesuje mnie praca nad zeskanowanymi kliszami. Jakie są zalety, a jakie wady drukowania etc.
Chętnie wysłucham Waszych opinii.
(trochę to wyszedł może przydługi post)

JaZ99
-#
Posty: 855
Rejestracja: 02 gru 2008, 15:57
Lokalizacja: Wroclaw
Płeć:
Kontakt:

Post autor: JaZ99 » 24 sie 2009, 16:26

Moim zdaniem podstawowa różnica między cyfrą i analogiem polega na innym produkcie wyjściowym. W fotografii analogowej na końcu procesu była odbitka, produkt fizyczny, w sumie dość niepowtarzalny nawet w dobie zestandaryzowanych fotolabów (slajdy to dla mnie ta sama kategoria). Gdyby produktem końcowym w fotografii cyfrowej był wydruk, być może byłoby inaczej. Ale teraz prawie nikt nie drukuje zdjęć (na szczęście, bo kto wytrzymałby oglądanie 2500 wydrukowanych "artystycznych fotek" z 2 tygodniowych zagranicznych wakacji?).

Awatar użytkownika
zieloo
-#
Posty: 554
Rejestracja: 28 gru 2007, 10:44
Lokalizacja: Szczecin
Płeć:
Kontakt:

Post autor: zieloo » 24 sie 2009, 17:24

logarytm pisze:Czy wiecie może jakie są różnice w jakości odbitek przy zastosowaniu obydwu technik: tradycyjnej i cyfrowej (operując na skanach negatywów).
Różnice są zasadnicze i dosyć widoczne.

Kilka poprzednich tygodni spędziłem na poszukiwaniu optymalnego czasowo, finansowo i jakościowo sposobu uzyskiwania odbitek drogą cyfrową. O ile w przypadku koloru wydruki są całkiem niezłe (*), o tyle czarno białe to TOTALNA porażka i naprawdę szkoda na to pieniędzy. Chętnie napiszę więcej o swoich zastrzeżeniach dot. tej techniki, ale na razie nie chce wyjść na marudę :)

Oczywiście udało mi się wykonać jakieś w miarę rozsądnie wyglądające wydruki A4, jednak nawet nie próbuję ich porównywać z tradycyjnymi bo... to całkiem inna liga.

Czarno-białe zdjęcia z ciemni są nie dość, że lepsze jakościowo, prościej się je wykonuje to są w dodatku tańsze (!).

(*) - niestety uzyskanie pojedynczej poprawnej kolorystycznie odbitki wymaga kilku/kilkunastu prób jeśli ktoś wcześniej nie skalibrował monitora do drukarki.
logarytm pisze:Głównie interesuje mnie praca nad zeskanowanymi kliszami. Jakie są zalety, a jakie wady drukowania etc.
Do skanu potrzeba dobrego skanera. Na pewno nie taki za 400zł z media markt i nawet nie taki za 1000zł. Ideałem jest bębnowy, ale kogo na to stać? Zaletą jest oczywiście możliwość praktycznie dowolnej edycji pliku wynikowego. Do wad zaliczyłbym wielkość plików i brak kontroli wydruku, bo nie wiadomo jak skalibrowana jest drukarka, jaki ma profil barw, jakich używa się tuszy/tonerów, itd.

Awatar użytkownika
Henry
-#
Posty: 916
Rejestracja: 24 sty 2008, 19:00
Lokalizacja: Olsztyn
Płeć:

Post autor: Henry » 24 sie 2009, 17:35

Żadnej tajemnicy nie odkryłeś - albo cyfrowo albo cyfrowo. O ile chodzi Ci o fotografię. Bo analogiem robi się właściwie tylko dla magii. No tylko czasami dlatego że łatwiej i taniej - jak lubisz BW i chcesz mieć ładne A4 to zrobisz to sprzętem za kilkadziesiąt złotych.
No i czasami jeszcze sposób analogowy lepiej ludziom pasuje. Ten przykład z bezmyślnym pstrykactwem cyfrowy to niezbyt - tak samo kiedyś średnioformatowcy jechali po mikroobrazkowcach i ich strasznie długich filmach 36 klatkowych których potrafili przywieźć kilka z wakacji. Tylko że cyfrówką nie ma nakazu bezmyślnego pstrykania - da się pomyśleć i niektórzy to robią - jak chcą. Ale niektórzy nie potrafią bo ulegają "możliwościom" i wtedy analog może im pomóc bo ich "hamuje" w zapędach nadmiernego pstrykactwa. Tak jak kiedyś zalecano fotografom analogowym noszenie ze sobą statywu - bo to ich "zatrzyma" i bardziej bedą się zastanawiać nad kadrem i nad tym czy w ogóle warto rozstawiać statyw. Także nie jojcz na cyfrówki bo to nie ich wina - to tylko narzędzie.

JaZ99
-#
Posty: 855
Rejestracja: 02 gru 2008, 15:57
Lokalizacja: Wroclaw
Płeć:
Kontakt:

Post autor: JaZ99 » 24 sie 2009, 17:56

zieloo pisze: Czarno-białe zdjęcia z ciemni są nie dość, że lepsze jakościowo, prościej się je wykonuje to są w dodatku tańsze (!).
Na razie. Słyszałem, że tusze epsona z 3 tuszami czarnymi są rewelacyjne. Ale nie miałem przyjemności widzieć.
zieloo pisze: (*) - niestety uzyskanie pojedynczej poprawnej kolorystycznie odbitki wymaga kilku/kilkunastu prób jeśli ktoś wcześniej nie skalibrował monitora do drukarki.
Monitora nie kalibruje się do drukarki.
Polecam film instruktażowy dostępny do kupienia na luminous landscape "From Camera to Print" albo którąkolwiek z pozycji książkowych o zarządzaniu kolorami.

JaZ

Awatar użytkownika
slawoj
-# jr admin
Posty: 1315
Rejestracja: 30 wrz 2007, 18:53
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć:

Post autor: slawoj » 24 sie 2009, 20:06

Ja miałem podobnie jak weesee.
Przez jakiś czas miałem Nikona D80 (niecały miesiąc). Całe szczęście, że udało mi się go pozbyć.
Teraz nie mam cyfry (nawet w telefonie).

Awatar użytkownika
Jerzy
-# jr admin
Posty: 1177
Rejestracja: 26 lut 2007, 20:23
Lokalizacja: Warszawa
Płeć:
Kontakt:

Post autor: Jerzy » 24 sie 2009, 21:20

slawoj pisze:Teraz nie mam cyfry (nawet w telefonie).
o, ja też nie :) Nie było łatwo...
A wracając do wątku... Ostatnio miałem okazję być świadkiem narodzin dziecka, będąc z jego kompletem dziadków. Oczywiście robiłem zdjęcia - cyfrową małpką, którą mam zawsze ze sobą. Można się zastanawiać, czy mając ze sobą Olka XA z 400 miałbym nieporuszone zdjęcia, jakie dała mi stabilizacja obrazu itp, ale nikogo nie jest ważne czym te zdjęcia zrobiłem. Ważne, że uchwyciłem moment.

Henry słusznie pisze: cyfrowo lub cyfrowo. Bez zacięcia weesee do samodzielnego wołania masz znikome szanse znaleźć dobry lab analogowy, w którym ktoś zrobi Ci kolorową odbitkę tak jak chcesz. Prędzej znajdziesz taki, który zrobi to cyfrowo. A Ty dokładasz sobie kolejny etap procesu - skanowanie.

Nie bardzo wiem, czy chcesz robić cz-b czy kolorowe zdjęcia. Widziałem dobre kolorowe zdjęcia z cyfry. Widziałem spartaczone. To nie sprzęt, to obróbka, pytania czy chcesz się tego nauczyć i lubisz siedzieć przed komputerem.

A tak naprawdę jeśli rusza Cię magia procesu, analogowa obróbka i tak Cię wciągnie. I nie odciągną Cię źle wywołane filmy, niespodziewane syfy na ważnych klatkach i wiele innych niespodzianek. I jakość obrazu będzie miała mniejsze znaczenie.

Pozdrawiam!
I'm Winston Wolf. I solve problems.

http://foto.ujerzego.pl

Awatar użytkownika
kan_gory
-#
Posty: 165
Rejestracja: 01 mar 2007, 17:53
Lokalizacja: żyrardów
Płeć:
Kontakt:

Re: Fotografia tradycyjna a możliwości technologii cyfrowej

Post autor: kan_gory » 24 sie 2009, 22:13

Cyfrowo czy nie cyfrowo, to są dwie drogi do tego samego, czyli do dobrej odbitki. Technika cyfrowa jest już na takim poziomie że da się uzyskać przyzwoitą odbitkę czarno-białą, na papierze a'la baryt czy płótnie, tylko środki sprzętowe przy fotografii cyfrowej są nieporównywalnie większe niż przy analogu. Powiedziałbym że różnica nakładów finansowych jest proporcjonalnie mniej więcej taka jak np. między Eos 5 (ok500zł) a Eos 5D (ok 5000zł) ;), różnica między dobrym powiększalnikiem a drukarką jest podobna ok.3000zł-30000zł.
Ale muszę przyznać że magii narodzin zdjęcia w kuwecie nie zastąpi najsprawniej pracująca drukarka ;) W/g mnie przykładem pozytywnym fotografa który z wielkim powodzeniem wykorzystuje fotografię cyfrową (nawet tak nielubianą HDR;)) jest Maciej Duczyński:
http://www.lonelywolf.pl/index.php?page=home

Ktoś powiedział kiedyś trafne zdanie że: "komu nie udało się cyfrą temu nie pomoże analog" ;)

logarytm pisze:Dla mnie jest to uzyskanie jak najlepszego zdjęcia (zarówno od strony technicznej, jak i kompozycyjnej). Realizacja takiego celu możliwa jest wówczas, kiedy fotografujący świadom jest tego, co chce pokazać (wyrazić?) za pomocą wykonanego zdjęcia. To sprawia, że w fotografii, po stronie fotografującego, powinno być jak najmniej przypadkowości. Inaczej mówiąc: trza myśleć, co i jak się chce przedstawić.

Hmm... a mnie się wydaje że przypadek to najlepsza rzecz jaka może się przydarzyć uważnemu fotografowi ;)
Nie wiem czy wiesz, ale to zdjęcie:
http://www.popularpersons.org/henri-car ... esson5.jpg
zrobił Bresson przypadkowo, przez jakąś dziurę w płocie/czy ogrodzeniu, słysząc coś ale nie widząc w ogóle co kadruje ;)

Każdy ma swój sposób na fotografowanie, a przypadek często gra niebagatelną rolę w drodze powstawania zdjęcia, to jest też część tej magi zwanej fotografowanie :)

Awatar użytkownika
figureliusz
-#
Posty: 870
Rejestracja: 18 gru 2008, 15:44
Lokalizacja: Warszawa
Płeć:

Post autor: figureliusz » 25 sie 2009, 08:40

Z tą taniością to bym nie przesadzał :)
Przez rok, powolutku, skompletowałem sobie sprzęt do ciemni i niby żadne wydatki, tu 20, tu 30, tu 150 na powiększalnik, tu 10 na tańszą chemię, tu taniej, tu na allegro, tu używana kuwetka, tu szczypce za 5 zł i jak to sobie zsumowałem ( :!: ) to widzę, że muszę teraz zrobić wiele setek odbitek, żeby średni koszt jednej wyszedł mniej niż w labie.
Choć to i tak oczywiście mniej niż przyzwoity cyfrak z kilkoma obiektywami a magia, satysfakcja z dzieła, podziw znajomych, nie zaprzeczę ;-) - gwarantowane :-)
Pozdrowienia
F

dzerry
-#
Posty: 114
Rejestracja: 11 lut 2008, 15:39
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć:
Kontakt:

Post autor: dzerry » 25 sie 2009, 09:05

kan_gory pisze:Nie wiem czy wiesz, ale to zdjęcie:
(Gare St. Lazare)
zrobił Bresson przypadkowo, przez jakąś dziurę w płocie/czy ogrodzeniu, słysząc coś ale nie widząc w ogóle co kadruje ;)
Nie ma to jak kolejna internetowa legenda. W tym zdjeciu nie ma przypadku. Bresson po prostu nie patrzyl przez wizjer, bo wlozyl obiektyw miedzy sztachety, ktore to zaslonily okienko wizjera. To nie byl zaden przypadek, tylko prewizualizowane zdjecie, jak to Bresson mial w zwyczaju. Widzial, ze tamtedy przechodza ludzie, spodziewal sie takiego kadru, wiec na niego poczekal. No chyba, ze przypadkiem mozna nazwac brak pelnej kontrolo nad kadrem. Zreszta dlatego, to jest jedno z nielicznych zdjec Bressona, ktore bylo kadrowane.

Obrazek

Awatar użytkownika
Jerzy
-# jr admin
Posty: 1177
Rejestracja: 26 lut 2007, 20:23
Lokalizacja: Warszawa
Płeć:
Kontakt:

Post autor: Jerzy » 25 sie 2009, 09:44

Zawsze mnie ciekawiło, czemu ten negatyw na dole nie ma perforacji. Wie ktoś?
I'm Winston Wolf. I solve problems.

http://foto.ujerzego.pl

Awatar użytkownika
kan_gory
-#
Posty: 165
Rejestracja: 01 mar 2007, 17:53
Lokalizacja: żyrardów
Płeć:
Kontakt:

Post autor: kan_gory » 25 sie 2009, 11:54

dzerry pisze:
kan_gory pisze:Nie wiem czy wiesz, ale to zdjęcie:
(Gare St. Lazare)
zrobił Bresson przypadkowo, przez jakąś dziurę w płocie/czy ogrodzeniu, słysząc coś ale nie widząc w ogóle co kadruje ;)
Nie ma to jak kolejna internetowa legenda. W tym zdjeciu nie ma przypadku. Bresson po prostu nie patrzyl przez wizjer, bo wlozyl obiektyw miedzy sztachety, ktore to zaslonily okienko wizjera. To nie byl zaden przypadek, tylko prewizualizowane zdjecie, jak to Bresson mial w zwyczaju. Widzial, ze tamtedy przechodza ludzie, spodziewal sie takiego kadru, wiec na niego poczekal. No chyba, ze przypadkiem mozna nazwac brak pelnej kontrolo nad kadrem. Zreszta dlatego, to jest jedno z nielicznych zdjec Bressona, ktore bylo kadrowane.

Obrazek



polecam wywiad z Bressonem w dokumencie o nim, tam wyraźnie mówi o przypadkowości tego ujęcia :)
nie dorabiajmy swoich teorii do czyichś słów...

dzerry
-#
Posty: 114
Rejestracja: 11 lut 2008, 15:39
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć:
Kontakt:

Post autor: dzerry » 25 sie 2009, 12:29

kan_gory pisze:polecam wywiad z Bressonem w dokumencie o nim, tam wyraźnie mówi o przypadkowości tego ujęcia :)
nie dorabiajmy swoich teorii do czyichś słów...
Widzisz, ale to wlasnie ty dorobiles teorie.
There was a plank fence around some repairs behind the Gare Saint Lazare train station. I happened to be peeking through a gap in the fence with my camera at the moment the man jumped. The space between the planks was not entirely wide enough for my lens, which is the reason why the picture is cut off on the left
Chodzi mi o powielana w coraz wiekszej ilosci internetowa legende, ze to zdjecie zrobialby malpa, bo Bresson poprostu wlozyl aparat w dziure i pstryknal. To jest po prostu nieprawda.

Awatar użytkownika
logarytm
-#
Posty: 3
Rejestracja: 21 sie 2009, 11:39
Lokalizacja: Warszawa
Płeć:

Post autor: logarytm » 25 sie 2009, 14:37

Dzień dobry
Henry pisze:Także nie jojcz na cyfrówki bo to nie ich wina - to tylko narzędzie.
Nie „jojczę”, jak to nazywasz, na cyfrówki, ale wyraźnie oddzielam technologię cyfrową, od ludzi, którzy posługują się tą technologią. Napisałem przecież niemal dokładnie to samo, co Ty: „Wszystko to nie jest jednak argumentem przeciwko cyfrze, ale przeciwko pewnemu podejściu do fotografii, który jest generowany przez możliwości aparatów cyfrowych.”. Oczywiście zgadzam się, że nie trzeba bezmyślnie posługiwać się tym sprzętem. Ciekawa sprawa z tymi średnioformatowcami, co to zarzucali bezmyślne pstrykanie mało(mikro?)obrazkowcom. Znaczy, że te same zarzuty są stawiane się od lat nowym technologiom przez zwolenników technologii starych. Tak na marginesie, czytałem, że wielkoformatowy nazywają średni format srajtaśmą. Ciekawe jak małoobrazkowy nazywać powinni LF, co by koło się zamknęło. Myślę, że po to są różne formaty, bo są różne potrzeby i już.
JaZ99 pisze:Na razie. Słyszałem, że tusze epsona z 3 tuszami czarnymi są rewelacyjne. Ale nie miałem przyjemności widzieć. JaZ
Są podobno też atramenty barwne do Epsona siedmio- bądź ośmiokolorowe UltraChrome.
weesee pisze:jakość? a co to dla Ciebie jest jakość?
„Jakość” jest rzeczywiście pojęciem bardzo wieloznacznym. Mi chodzi o jakość rozumianą jako coś, co można by nazwać cechami wizualnymi. Te cechy mogą przyjmować wartości dodatnie bądź ujemne. Chodzi mi oczywiście o uzyskanie tych dodatnich. Mogą one być zarówno obiektywne, jak i subiektywne. Pytanie moje dotyczyło przede wszystkim jakości obiektywnych, czyli takich własności, które dają jak najlepszy technicznie obraz. Chodzi o rozpiętość tonalną w pełnym zakresie skali szarości, odpowiednie odwzorowanie na nośniku (matrycy bądź kliszy) konturów i szczegółów fotografowanego przedmiotu. Możliwość zminimalizowania wszelkiego typu zakłóceń, jak ziarno, czy szumy, ale również zakłóceń w drodze ze skanera do drukarki, z powiększalnika na papier. Oczywiście zapewne wielu woli mieć czasem ziarno zamiast ostrej odbitki, ale to jakość subiektywna. Wszyscy natomiast chcą mieć możliwość robienia zdjęć ostrych – przynajmniej możliwość. Niektórzy zaś ziarna nie lubią.
Ja bym się tak całkowicie i zupełnie nie upierał przy tradycyjnym wywoływaniu zdjęć. Jestem raczej zwolennikiem wykorzystywania wszelkich dostępnych narzędzi. Oczywiście ważne są też kwestie praktyczne, jak zasobność portfela, która u mnie, na ten przykład, kuleje – i to jest przeszkoda. Sprawa jest jednak przesądzona, że technologia cyfrowa w fotografii rozwinie się w sposób, który zapewni o wiele lepszą jakość odwzorowania obrazu. A ceny? Pewnie mocno spadną w przyszłości, jak to mam miejsce w przypadku innego sprzętu elektronicznego.
Jerzy pisze:Nie bardzo wiem, czy chcesz robić cz-b czy kolorowe zdjęcia. Widziałem dobre kolorowe zdjęcia z cyfry. Widziałem spartaczone. To nie sprzęt, to obróbka, pytania czy chcesz się tego nauczyć i lubisz siedzieć przed komputerem.
A tak naprawdę jeśli rusza Cię magia procesu, analogowa obróbka i tak Cię wciągnie.
Robię zdjęcia czarno białe, a kolor na diapozytywach. Oczywiście wywołuję sam (slajdy oddaję do labu). Mimo wielu niepowodzeń, praca w ciemni sprawia mi ogromną przyjemność. Niemniej jednak, chciałbym też poznać proces cyfrowy oraz jego wady i zalety. Myślę, że to może być równie fascynujące.
slawoj pisze:Teraz nie mam cyfry (nawet w telefonie).
Ja też nie mam cyfrówki w telefonie, bo mój telefon ma z 10 lat. Ale mam jakąś małpkę Canona, co to ją żona kupiła. W zasadzie to żona ma. Czyli ja nie mam.
kan_gory pisze:Każdy ma swój sposób na fotografowanie, a przypadek często gra niebagatelną rolę w drodze powstawania zdjęcia, to jest też część tej magi zwanej fotografowanie :)
Jeśli zrobiłbym w 100% przypadkowe zdjęcie, to nie uważałbym tego zdjęcia za swoje zdjęcie, ale za zdjęcie przypadku. Oczywiście nie da się uniknąć przypadkowości, bo żyjemy w świecie, który jest od nas niezależny. Sytuacja, w której nagle zdarza się coś, co możemy uchwycić i zrobić dobre zdjęcie, jest zewnętrznie wobec nas przypadkowa. Ale sądzę, że fotografujący nie może wcisnąć spustu migawki zdając się na przypadek – odpowiednio skadruje motyw, ustawi wartości czasu i przysłony i naciśnie spust w odpowiednim momencie. Oczywiście całkowite zapanowanie nad tym wszystkim jest bardzo często niemożliwe. Ale sądzę, że należy dążyć do sytuacji idealnej. No, ale to tylko moje zdanie.


Pozdrawiam

Awatar użytkownika
kan_gory
-#
Posty: 165
Rejestracja: 01 mar 2007, 17:53
Lokalizacja: żyrardów
Płeć:
Kontakt:

Post autor: kan_gory » 25 sie 2009, 19:50

dzerry pisze:
Chodzi mi o powielana w coraz wiekszej ilosci internetowa legende, ze to zdjecie zrobialby malpa, bo Bresson poprostu wlozyl aparat w dziure i pstryknal. To jest po prostu nieprawda.

To ty powiedziałeś o małpie... Właśnie sęk w tym że nie każdy by włożył aparat w dziurę (bo zblokował go np. brak kontroli kadru) i postawił na swoją intuicję wiedząc że coś się dzieje ale nie widząc skaczącego człowieka. Chodzi mi o taki przypadek, w którym fotograf wyczekuje tej nieoczekiwanej chwili i nie jest odpowiedzialny za wszystko co się dzieje bo nie może być :). Może jedynie być odpowiedzialny za ustawienia aparatu/rodzaj kliszy/kompozycje kadru i to jest to nad czym powinien sprawnie panować, reszta toczy się sama (przeleci gołąb, wiatr podwieje spódnicę przechodzącej dziewczynie itd). Często takie przypadkowe/nieoczekiwane motywy "robią" zdjęcie.
Żeby nie było niejasności, w wolnej chwili znajdę ten film i spiszę wywiad mówiący o tym jak to zdjęcie powstało.

ODPOWIEDZ